Suplementy suple

Niebezpieczne suplementy diety

No i bańka pękła! 9 lutego 2017 rynek suplementów diety dostał pstryczka w nos od Najwyższej Izby Kontroli. Na konferencji prasowej ujawniono szereg nieprawidłowości w zakresie rejestracji i kontroli suplementów diety dostępnych na polskim rynku. Raport NIK nie pozostawia złudzeń. Jaka przyszłość czeka suplementy diety?

Na początku chciałbym napisać, że wiem, że wielu producentów suplementów diety to dobre, rzetelne firmy wprowadzające na rynek porządne preparaty, które są bezpieczne. Jednak coraz trudniej odróżnić je od tych firm, które „klepią” swoje suplementy w garażu.

Polska bazarem suplementów diety

 W porównaniu do całej Europy to właśnie u nas zaobserwowano największe wzrosty sprzedaży suplementów oraz największe zaufanie co do ich uzdrowicielskiej mocy. Tylko w 2016 roku każdy z nas średnio kupił ich 6 opakowań, po 16 złotych każdy. Daje to 192 000 000 opakowań, na które wydaliśmy ponad 3 miliardy złotych. 
Żeby pokazać, jak dynamicznie rozwija się rynek suplementów diety wystarczy porównać ilość substancji zarejestrowanych jako dostępne w suplementach. W 2007 roku było ich 1400. W 2016 roku już 7400 substancji dostępnych w około 30 000 produktów.

Skąd u nas tak wielkie zaufanie do suplementów diety?

Przede wszystkim reklama kreuje popyt. Nawet 50%  reklam radiowych i 25% telewizyjnych to reklamy dotyczące suplementów i leków. Najlepszą robotę robią przebieranki za lekarzy, farmaceutów i fizjoterapeutów, budzące skojarzenia z lekami i działaniem leczniczym. Jak wykazały badania, Polacy ciągle nie rozróżniają suplementów diety od leków. Przypisują im właściwości lecznicze, a połowa twierdzi, że podlegają identycznej kontroli jak leki. Ciekawym zjawiskiem jest tzw. Umbrella Branding – czyli sprzedawanie suplementu diety łudząco podobnego do dostępnego w obrocie leku. Przykłady? Polocard i Polocard Magnez, Magne B6 i Magne B6 Max, Persen Forte i Neopersen Forte. Podobne, co? A rzeczywistości zupełnie co innego. Dla pacjenta bez rozeznania w temacie – bardzo mylące.

Pisząc pierwszego posta dotyczącego suplementów diety sam nie spodziewałem z jak ogromnym problemem mamy do czynienia. W sumie to każdy może wprowadzić na rynek swój suplement. Wystarczy zgłosić do Głównej Inspekcji Sanitarnej notyfikację ze składem swojego suplementu i od razu rozpocząć wprowadzanie na rynek. Dziennie do GISu przychodzi około 30 takich powiadomień, a osób zatrudnionych do kontroli jest… siedem. Teoretycznie każdy preparat powinien być sprawdzony, jednak Inspektorat Sanitarny po prostu nie nadąża za sprawdzaniem, czy preparaty są bakteriologicznie bezpieczne i czy nie zawierają substancji zakazanych, niebezpiecznych dla zdrowia. Średni czas weryfikacji preparatu to 450 dni. Rekordzistą jest środek, który od zgłoszenia notyfikacji został przebadany po bagatela 3100 dniach – czyli po około 8 latach. W tym czasie był dostępny w obrocie. Tak, bez jakiejkolwiek kontroli… Czarę goryczy przelało 6000 zgłoszeń z lat 2014 – 2016, które leżą nietknięte… Nie muszę chyba pisać jak bardzo to niebezpieczne.

Najgorzej z probiotykami…

Bardzo zabolały mnie informacje dotyczące tak specyficznej grupy preparatów jaką są probiotyki. Badanie Narodowego Instytutu Leków rozwiewa wątpliwości ich dotyczące. Jak wykazały badania spośród 56 (z czego 26 to suplementy diety), 90% odznaczało się brakiem stabilności bakterii probiotycznych. Na rok przed zakończeniem terminu przydatności do spożycia rozpoczynał się dynamiczny spadek ilości bakterii. W ostatnim miesiącu ważności ilość ta spadała do  niecałych 10%. Stąd bardzo ważny wniosek, aby kupując probiotyki wybierać te z możliwie najdłuższym terminem przydatności do spożycia. Wisienką na torcie okazało się zanieczyszczenie serii jednego preparatu grzybami oraz stwierdzenie obecności bakterii kałowych w serii innego probiotyku. Co ciekawe udało się wycofać z rynku 16 000 opakowań tego drugiego. Ile trafiło do pacjentów? 165 000 opakowań! Mało istotne przy tym są informacje o zaniżaniu ilości dobrych bakterii w tych produktach…

Nieudolność urzędu

Zwrócono uwagę, także na tzw. „spalacze tłuszczu”. W jednym przebadanym preparacie zawarte były ekstrakty roślinne, zawierające związki psychoaktywne oraz substancje o działaniu zbliżonym do amfetaminy. Udało się wycofać ze sprzedaży 316 opakowań. Co z tego, skoro od wprowadzenia na rynek nabywców znalazło 10 000 opakowań.

Prezes NIK w podobnym do mojego tonu wypowiadał się w kwestii bezpieczeństwa stosowania suplementów diety. Uznał GIS za organ nieskuteczny w ochronie ich jakości. Okazuje się, że mimo zakwestionowania przez Inspektorat Sanitarny 38 produktów, 33 z nich nadal znajdują się w sprzedaży aptecznej i internetowej. Wskazał także na brak monitorowania działań niepożądanych suplementów oraz interakcji pomiędzy poszczególnymi ich składnikami i innymi przyjmowanymi lekami.

Co wymaga zmiany?

Przede wszystkim potrzebujemy prostej i skutecznej edukacji społeczeństwa w zakresie różnic pomiędzy lekami a suplementami diety. Wymagana jest sprawna kontrola ich jakości oraz reklam, które ich dotyczą. W reklamach nie powinny występować osoby związane z szeroko pojętym środowiskiem medycznym. Powinno się kategorycznie zabronić opisów sugerujących ich uzdrowicielską moc. Na opakowaniach powinna znaleźć się duża i czytelna informacja o tym, że produkt nie jest lekiem.

Pamiętajcie, że kupując lek macie gwarancję, że substancja została zbadana i jest pod stałą kontrolą.

Zastanawia mnie, czy coś się zmieni po tej konferencji?

Pozdrawiam,
Pan Paszczak

Źródła:
https://www.nik.gov.pl/aktualnosci/nik-o-dopuszczaniu-do-obrotu-suplementow-diety.html

2 komentarze

  1. Przerażające… Dobrze, że o tym piszesz Panie Paszczaku, bo mam wrażenie, że ten temat za szybko został odsunięty na dalszy plan w mediach. A przecież chodzi tu o nasze zdrowie. NIK ujawnił także listę preparatów, które zostały zakwestionowane. Czy orientujesz się może czy były one częściej sprzedawane w aptekach, przez internet czy może w innych miejscach takich jak stacje benzynowe? Może natrafiłeś na taki preparat w swojej aptece?
    Pozdrawiam 🙂

  2. Szanowna Pani/Panie,
    Z przykrością muszę stwierdzić, że część preparatów ze wspomnianej listy była, a część nadal jest dostępna do sprzedaży w aptekach. Mam na myśli: Sinulan Junior Gardło, Plusssz Care Dzień Bez nerwów i Duo Lactil. O jakie konkretnie nieprawidłowości chodzi niestety raport nie ujawnia.

Zapraszam do komentowania