Riposta na kaca

Święta już za nami… Przed nami Sylwester i sylwestrowe imprezy. Po zabawie odwieczny problem z bólem głowy. Kac lub inaczej „syndrom dnia następnego” jest w stanie nieźle popsuć humor imprezowiczom. 

Czym jest kac?
W skrócie, kac jest zmęczeniem, obniżeniem poziomu cukru, odwodnieniem i zatruciem jednocześnie.  Kilka godzin snu to dla organizmu niestety za mało, tym bardziej, że za nami szalona noc. Skąd odwodnienie? Przecież całą noc piliśmy! Nie rozstawaliśmy się z kieliszkiem! Okazuje się, że alkohol w pewnym stopniu pobudza organizm do wydalania płynów z organizmu. Stąd poranny „kapeć” i niekończące się pragnienie. Dochodzą do tego zaburzenia elektrolitów, które wymagają uzupełnienia. Wypicie sporej ilości wody jest w stanie przywrócić prawidłowe nawodnienie, ale bardzo często nie wystarcza to, aby uwolnić nas od objawów kaca. 
 
Alkohol w naszym organizmie trawi się dwuetapowo. Alkohol najpierw przekształca się w aldehyd, a następnie w kwas. Kiedy wątroba nie nadąża z przekształcaniem aldehydu do kwasu, aldehyd zaczyna się gromadzić w organizmie i siać spustoszenie. To właśnie aldehyd jest głównym sprawcą porannych objawów. Dodatkowo aldehyd zabiera nam cenne antyoksydanty m.in. kluczowy dla człowieka glutation. Sytuacji nie poprawia okazyjnie wypalony papierosek. Aldehyd obecny także w dymie papierosowym lepiej wchłania się w trakcie „spożycia”.
 
Zanim jednak zaczniemy narzekać na swój los, można pomyśleć, że inni „mają gorzej”. Większa część populacji Azji, ma genetycznie spowolnione trawienie aldehydu do kwasu. U nich wypicie nawet niewielkich ilości napoju bogów wiąże się z szybkim upiciem i wystąpieniem następnego dnia kaca mordercy,a jego objawy są tak dotkliwe, że mało kto zostaje tam alkoholikiem. Nie jest to oczywiście ograniczone do Azji. Od genetyki zależy to, czy upijamy się szybciej, czy też mamy mocną głowę. 
 
Kwas, który jest końcowym etapem trawienia alkoholu, w dużych ilościach przestaje być naszym przyjacielem. Efekt działania jest bardzo podobny do aldehydu. 
 
Zgaga? Tak, całkiem możliwe – żołądek buntuje się po dużej ilości alkoholu, zwiększając wydzielanie soków trawiennych. Alkohol powoduje też obniżenie poziomu cukru we krwi. A to jest jasnym sygnałem dla mózgu – „Pora coś zjeść”. Stąd też przyspieszone trawienie i owiana legendą gastrofaza kończąca się zawsze, nie wiedzieć czemu na kebabie u Turka. 
 
Dobra, dobra… to dlaczego czasem po mocno zakrapianej imprezie nie ma kaca lub objawy są mało dotkliwe?
 
Okazuje się, że duże znaczenie ma rodzaj pitego alkoholu. Alkohole czyste powodują kaca o mniejszym nasileniu w porównaniu do „kolorowych”. Jeżeli następnym razem będziecie się zastanawiać czy pić siwuchę czy kolorowy alkohol wspomnijcie na ten akapit. Dodatki w postaci barwników, słodzików, aromatów tylko pogarszają sprawę. Tak samo z pozostałymi naturalnymi składnikami wina czy whisky – metanolem, acetonem, aminami, amidami. polifenolami, estrami, czy innymi aldehydami. Wódka zawiera 37x mniej dodatków w porównaniu z whisky. 
 
Do uzyskania kaca o podobnym nasileniu wystarczyło 14 małych piw, ale już tylko 8 kieliszków wina mimo, że porcje zawierały taką samą ilość alkoholu.
 
Badania pozwoliły na uszeregowanie napojów według ich potencjału… powiedzmy „kacogennego” (od najsłabszego do najsilniejszego): wódka rozcieńczona sokiem owocowym, piwo, wódka, gin, białe wino, whisky, rum, wino czerwone. Niechlubnym zwycięzcą zostało brandy. Wniosek z innego badania był prosty: im ciemniejszy kolor alkoholu tym większe ryzyko, że rano nawet cichy szept staje się głośnym krzykiem…
 
Jak radzić sobie z kacem? 
Każdy ma swój sposób. Jedni myślą już w trakcie inni dopiero po fakcie. Warto pomyśleć o dobrym nawodnieniu już w trakcie picia. Polecam domowy napój izotoniczny (skład na końcu wpisu). 
 
Jeżeli należymy do tych, którzy martwią się po fakcie warto zrezygnować z popularnej metody „klina”, która okazuje się być nieskuteczna, a nawet pogarsza stan. Sauna, czy picie glukozy także nie wykazuje żadnego pozytywnego wpływu na przebieg kaca. Kawa – tu zdania są podzielone. Kofeina w preparatach z aspiryną podobno nie przynosi poprawy, a jednak dla mnie czarna kawa nie raz okazywała się ratunkiem. Znosi ból głowy i pobudza organizm do działania. Dla odważnych można zastosować wodę po ogórkach – jednak nie mam z nią ani doświadczeń, ani nie znalazłem żadnych związanych z nią badań.
Z leków dostępnych w aptece proponowałbym coś z aspiryną lub ibuprofenem. Najlepszym lekiem na kaca dostępnym w aptece okazuje się kwas tolfenamowy – popularna ostatnio Migea. Przyjęcie jednej tabletki przed imprezą i drugiej zaraz po imprezie pozwala na zmniejszenie przykrych dolegliwości. Stanowczo odradzam paracetamol. Dlaczego? Sprawdź tu. Dostępne są także suplementy diety z opuncją figową, która przyjęta 5 godzin przed imprezą o połowę zmniejszała możliwość wystąpienia dotkliwego kaca (dawka około 120 mg). 
 
Czy warto stosować promowane preparaty na kaca? 
Szczerze mówiąc preparaty te nie mają w sobie nic czego nie możemy zrobić sami w domu. Wyjdzie taniej, więcej, a podejrzewam, że równie skutecznie. 
 
Żeby zmniejszyć ryzyko kaca lepiej pić na pełny żołądek i w trakcie uzupełniać płyny. Oczywiście jest tylko jeden 100% pewny sposób na uniknięcie kaca – nie pić 😉
 
 
Naturalny izotonik – 4 szklanki:
litr przegotowanej ostudzonej wody
łyżeczka soli
dwie-trzy łyżki miodu
dwie łyżki soku z cytryny
Do każdej szklanki warto wrzucić saszetkę popularnej Smecty.

Pozdrawiam,
Pan Paszczak

Zapraszam do komentowania